Pages

Chlubny 2009 rok?

Od tego roku zapowiadany jest większy wybór przewoźników kolejowych

Będą to przewoźnicy, którzy nie są niczym związani z grupą PKP, bo tych PKP będzie posiadało tylko dwóch. Osobowy transport kolejowy zacznie nareszcie obsługiwać aż sześciu przewoźników prywatnych oraz samorządowych. Wspólnikami z grupy PKP pozostanie Intercity, obsługujący transport dalekobieżny, pociągi pospieszne oraz ekspresowe.

Jako drugi, pozostanie trójmiejska Szybka Kolej Miejska. Przewoźnikami, niezależnymi już od PKP są: Mazowieckie, samorządowe Przewozy Regionalne, Koleje Dolnośląskie, Arriva PCC, działająca na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, a także Warszawska Kolej Dojazdowa.

Z dotychczasowych szacunków wynika, że nowi, niezależni przewoźnicy, będą mieć aż 65% udziału w rynku przewozowym, natomiast reszta przypadnie przewoźnikowi państwowemu. Na skutek takich działań, możemy mieć nadzieję, że w końcu rynek przewozów zacznie w końcu konkurować ze sobą i dbać o klienta. Jeżeli przewoźnik państwowy będzie chciał mieć klientów, będzie zmuszony do podjęcia odpowiednich działań, mających na celu przyciągnięcie ich. Kroki na przód widoczne są w promocjach, proponowanych przez Intercity, dotyczących korzystnych cen biletów w określonych przypadkach. Uważa się, że polska kolej pasażerska będzie najbardziej konkurencyjna, na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej. I można by rzecz, że najwyższy czas i zdecydowanie za późno.

Wiadomo, że jeden właściciel nie jest w stanie udźwignąć całego ciężaru utrzymania dróg kolejowych i całego taboru. Rozdrobnienie w tej gałęzi Przemyślu odciąży budżet przewoźnika państwowego, wprowadzi zdrowe zasady wolnego rynku, a także pozwoli rozłożyć koszty, związane z niezbędnymi inwestycjami na wszystkich właścicieli. Można mieć nadzieję, że tendencja przekazywania kolei w prywatne ręce nie zakończy się tylko na tych działaniach. Może na niektóre decyzje należy jeszcze trochę poczekać, a może ten niewielki krok na przód udowodni, że to było najlepsze z możliwych wyjść, jeśli kolej ma w ogóle funkcjonować i przynosić w przyszłości dochody.

Artykuł opublikowany przez: Admin
Wszelkie prawa zastrzeżone - Kopiowanie zabronione

 

Trochę wspomnień

Może nieco mniej będziemy narzekać na polską kolej, jeśli przypomnimy sobie jak to było 20 lat temu i więcej.

Obecna sytuacja obsługi pasażerskiej wydaje się być niemalże idyllą. Dwadzieścia lal temu było zupełnie inaczej. Aż jeszcze dziś włosy jeżą się na Glowie, na wspomnienie tamtych podróży.

Przede wszystkim niezbędne było odpowiednie nastawienie psychiczne. Bez niego cały nasz wyjazd był koszmarem. Gdy już zdecydowaliśmy się na wyjazd na nasz upragniony urlop, spakowaliśmy potrzebne bagaże, mogliśmy wybrać się na dworzec. Jeśli pociąg był w nocy, należało postarać się o taksówkę, co już było nie lada problemem. Przy wejściu na dworzec, panujący tam fetor odrzucał od razu, jednak po kilku minutach dawało się go jakoś wytrzymać.

Ławki w poczekalniach pozajmowane były nie przez pasażerów, ale przez etatowych mieszkańców dworców, którzy słodko spali w upojeniu alkoholowym po odpowiedniej dawce denaturatu, czy innego gatunkowego trunku. Część z nich nie zdążyła w porę dojść do toalety, czy udać się gdzieś na zewnątrz za potrzebą, więc dodatkowo ogrzewały ich własne odchody. Jedynie desperaci oczekiwali na pociągi w dworcowych poczekalniach, albo ci, którzy nie mieli innego wyjścia.

W dużych aglomeracjach miejskich, na dworcach było całkiem sporo kas biletowych. Na ich ilość nie można w sumie narzekać, ale część z nich była pozamykana, bo jakaś bliżej nieokreślona przerwa, ale te czynne, obstawione były kilometrowymi kolejkami. Jeśli ktoś nie był zapobiegawczy i nie wykupił biletu prędzej, miał spore szanse, aby nie zdążyć na swój pociąg. Jeśli już kupiliśmy upragniony bilet, trzeba było przejść na brudny i śmierdzący peron. Mamy wiele szczęścia, jeśli nasz pociąg nie będzie miał kilkudziesięciu minut spóźnienia.

Po przyjeździe zaczynał się szturm na wagony. Drzwiami wchodzili jedynie maruderzy. Podstawowym wejściem były okna, gdyż to one gwarantowały zdobycie jakiegoś siedzącego miejsca. Sama podróż nie była sielanką. Wyjście za potrzebą często graniczyło z cudem. Ludzie pościskani jak śledzie pakowali się nawet do śmierdzących i brudnych toalet, żeby znaleźć gdziekolwiek miejsce. Spóźnienia w pociągach dalekobieżnych były na porządku dziennym. Tak właśnie jeździło się kiedyś.

Artykuł opublikowany przez: Admin
Wszelkie prawa zastrzeżone - Kopiowanie zabronione